MISJA 21: Podróż dookoła Polski w 21 dni Euro

Nasi wysłannicy z Londynu i Łodzi - Petter Larsson z City University i Maciej Stańczyk z Gazety Wyborczej - przemierzają kraj w poszukiwaniu największego sukcesu i porażki Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej UEFA - Euro 2012.

Wpisy otagowane „Warszawa EURO 2012”

  • poniedziałek, 25 czerwca 2012
    • Leaving "The Boat" on a train to my plane

      During our whole trip we have met people from Lodz and after hearing so much, mostly bad things, about the place, it felt natural to spend the last weekend in Poland finding out if

      1. There were any people left in Lodz.
      2. It was as boring, ugly and dead as people said.

      Of course, both those statements were wrong. Lodz might not have any of the world’s seven wonders in it, but the city seems to be full of cool people, urban lifestyles and nice hangouts. At least where I went.

      Katowice and Lodz remind me of each other and of my beloved Malmö that I tonight will see for the first time this year. They are industrial cities going arty with warehouses and old factories completely blooming of galleries, clubs, and restaurants. Everything in the city is built in old factories, surrounded by many big nice parks. Malmö was a grey, dangerous and ugly place 15 years ago but has now grown to be a beautiful cultural centre, greeting foreigners to Sweden as they arrive on the bridge from Copenhagen.

      Add Poland’s – and probably one of Europe’s longest bar streets full of stylish people and I see no reason for leaving (well, apart from having a flight back home to see my parents for the first time in more than half a year).

      Even though Lodz didn’t host any games this tournament the Euro was definitely present. Big screen TV’s seemed to be a feature as common as the famous murals on walls all over the cities and cycling through the main street during a game I could easily follow the action by simply switching screen from bar to bar.

      Perhaps not hosting the tournament has lead to a smaller shock and depression when there are no more Poland games or games at all. This would mean that the Euro now is more alive in Lodz than in many host cities.

      Many people from Lodz are suffering from some kind of complex, feeling a bit ashamed to say they are from there – just like many Polish people I meet in London seem to be a bit ashamed of saying they’re from Poland.

      But if you’re not interested in seeing old churches or famous dead people’s coffins, then visiting Lodz is a great way of seeing the new Poland – the stuff whole Europe seems to have got a taste for this summer.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Leaving "The Boat" on a train to my plane”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      petter.larsson
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 25 czerwca 2012 10:55
  • niedziela, 17 czerwca 2012
    • Eurocwaniaki

      Zarobić chce każdy - i wielkie koncerny sponsorujące Mistrzostwa Europy, i pan Ryszard, taksówkarz z Wrocławia, który woził nas dookoła hotelu. Duch przedsiębiorczości w narodzie jest równie wielki co zapał w kibicowaniu.

      Wielkie pieniądze wpakowane w organizację turnieju widać na każdym kroku. Złotówki aż błyszczą w ścianach dworców w Warszawie i Wrocławiu. Miliony euro ociekają ze stadionów i stref kibica. Nie dziwi mnie, że i zwykły zjadacz chleba chciałby na tej imprezie zarobić.

      Zacznijmy od taksówkarzy. Przypuszczałem, że czerwiec będzie dla nich jak Eldorado, wygrana w totolotka lub co najmniej jak odzyskanie pieniędzy, które zabrali im rodzice po pierwszej komunii. Mitycznym wydarzeniem, o którym z sentymentem będą opowiadać wnukom-taksówkarzom, którzy przejmą interes po ich synach-taksówkarzach. Niestety, chyba nie jest aż tak różowo.

      - Spodziewałem się większych zysków. Komunikacja miejsca spisała się na piątkę z plusem, tramwaje pod stadion i z powrotem jeździły bardzo często. Miasto jest bardzo dobrze skomunikowane - narzekał taryfiarz z którym jechałem na wrocławski dworzec. Obowiązywała druga taryfa. Zapłaciłem 18 zł.

      Prawdopodobnie dlatego jego kolega po fachu, pan Ryszard (specjalnie zapamiętałem imię z identyfikatora) za ten sam kurs przy taryfie pierwszej zażądał złotych trzydziestu. Gdzieś te straty trzeba przecież odrobić.

      Wyjątkowo pazerny okazał się kierowca w Gdańsku. Wracaliśmy do mieszkania dość późno w nocy, z Sopotu. Kurs kosztował ponad 50 zł. Okazało się, że brakuje nam gotówki, więc poprosiłem, żebyśmy podjechali do najbliższego bankomatu. Taksówkarz  przytaknął, przekręcił kluczyk i zaczął nowy kurs. Przejechaliśmy 150 metrów a on był jeszcze dychę do przodu. Na jego szczęście byliśmy zbyt zmęczeni na dyskusje.

      Swoją dolę na Euro starają się też odebrać żebracy. Kartki z napisem „for beer” zamiast „na piwo” to standard. Niektórzy poszli jeszcze dalej i opanowali kilka podstawowych zwrotów w językach naszych gości. Osobiście słyszałem w Gdańsku jak jeden facet w nie najświeższym ubraniu i stanie lekko wskazującym, pytał Hiszpanów: „Tiene cambio?”.

      ŻEBRACZKA Z DZIECKIEM NA WROCŁAWSKIM RYNKU

      We Wrocławiu, na Rynku, spotkałem też Rumunkę. Żeby być bardziej przekonująca, założyła swojemu dziecku na głowę czapeczkę biało - czerwoną. Gdy zapytałem dlaczego, odpowiedziała, że liczy na większy utarg. Z tego co zaobserowowałem, większość kibiców pozostała jednak niewzruszona.

      Osobną kategorię stanowią uliczni handlarze gadżetami. Ciekawie wygląda kurs ceny szalika. Przed meczem z Grecją - 15 zł. Przed tym z Rosją - 30 zł. Jak to wytłumaczyć? Solidarnością z Grekami w kryzysie? Z kolei przed meczem z Czechami na ulicy sprzedawano portrety Kuby Błaszczykowskiego oprawione w plastikową koszulkę. Artystka przekonywała, że 20 zł to okazja, a nawet inwestycja, bo po wygranym meczu portrety będą dwa razy droższe. Na szczęście nie daliśmy się przekonać. Od takich właśnie nietrafionych inwestycji zaczął sie prawdopodobnie światowy kryzys.

      I jeszcze słówko o hotelach. Przed Euro wszyscy straszyli, że stawki będą kilkukrotnie wyższe. I były. W dniu meczu we Wrocławiu cena dwuosobowego pokoju wzrosła o 100 procent. Jakoś usług w związku z tym - ani o promil.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.stanczyk
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 czerwca 2012 13:56
  • czwartek, 14 czerwca 2012
    • How we ended up at a hooligan meeting

      During the clashes between Russian and Polish hooligans on Tuesday night we sat down at the side of the street and blogged about what we’d seen. Maciek was writing on his laptop and I was trying to take a picture of ten skinheads who were coming in our direction.

       

      I didn’t want them to see me as they looked like guys who probably not appreciated people taking pictures of them at that time.

       

      The stereotypical-looking hooligans suddenly sat down just next to us and before I had time to put down the camera we sat in the middle of a skinhead meeting. Maciek still wore his Poland scarf and I had my Poland shirt on, praising myself for not having let the Russians we spoke to earlier paint their flag on my cheek as they wanted to.

      More people with shaved head and hoodies joined our group, took the scarfs off their face and started to talk about where to go next. Many of them shook our hands as we now sat in the middle of it and I tried to not say anything that would show that I was not actually Polish, not even a hooligan, and especially not that I was sitting there writing about what idiots these guys were.

      I quietly stayed there for a bit while Maciek listened to them discuss where they could go to easiest find Russians. Then we left. I feel surprised and ashamed that for a little while on Tuesday night, someone actually thought we were looking like hooligans.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      petter.larsson
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 czerwca 2012 15:19
  • środa, 13 czerwca 2012
    • Na moralnym kacu jedziemy do Krakowa

      Można dopiąć wszystko na ostatni guzik, wydać miliardy złotych, zaangażować dziesiątki tysięcy ludzi w organizację. Zbudować stadiony, wyremontować dworce, zadbać o czystość. A później przychodzi kilkuset debili, którzy cały ten trud marnują.

      

      Joanna, obecnie w Hiszpanii: Właśnie pokazują w TV ES to, co działo się na Poniatowskim i przed stadionem przed meczem. Hiszpanie nie pojmują, dlaczego to się działo. Ja też. I tak mi wstyd. Gdybym była teraz w Polsce wstydziłabym się jeszcze bardziej

      Kasia, koleżanka w Londynie: W telewizji pokazują zdjęcia z Warszawy. A dokładnie z zadymy.

      W łódzkiej Gazecie często relacjonuję różnego rodzaju zadymy, przemarsze kibiców czy bójki z policją. Widziałem kilka podobnych zajść jak wczoraj w Warszawie. Daleki jestem od histeryzowania. Jest jednak pewna różnica, pomiędzy ustawką kibiców, dajmy na to ŁKS-u i Widzewa, a tym, co zdarzyło się w Warszawie. W pierwszym przypadku spotykają się zwykle dwie grupy debili w szalikach. Oczywiście, paraliżują miasto, angażują policję, czasem zdemolują przystanek albo powybijają szyby w autobusie. Ale przeciętny obywatel raczej nie dostanie po głowie, jeśli nie będzie się pchał zbyt blisko.

      Po meczu Polski z Rosją kibole, zadymiarze, czy jakkolwiek ich nazwać, atakowali zwykłych kibiców. Normalnych gości, którzy przyjechali na dopingować swoją drużyną na Euro. Szczególnie w pamięć zapadła mi 10 letnia dziewczynka, która z przerażeniem patrzyła, jak pogotowie opatruje pobitych kibiców na środku Alei Jerozolimskich. Jej matka, łamaną angielszczyzną, tłumaczyła, że ten opatrywany mężczyzna to jej mąż.

      Przed meczem starówka i Nowy Świat pełen był Rosjan. Borys, który przyjechał z całą rodziną, mówił nam, że jest świetnie, że Warszawa bardzo ładna i że synowi też się podoba. Po meczu nie mieliśmy szans go spotkać. Grupki Rosjan do hoteli eskortowała policja. Imprezę po meczu mieli tylko Polacy.

      Opuszczając Śródmieście słyszałem jeszcze dochodzący ze strefy kibica głos Muńka Staszczyka. T. Love śpiewał: "Tylko nie mów tego mi, tylko nie mów tego że nienawidzisz..."

      Mam nadzieję, że to był ostatni tego typu wieczór podczas Euro. Zostawiamy Warszawę za plecami i jedziemy do Krakowa, sprawdzić czy Mistrzostwa Europy obecne są także tam, gdzie nie ma meczy. I czy Anglicy rozrabiają bardziej niż zwykle ;]

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Na moralnym kacu jedziemy do Krakowa”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.stanczyk
      Czas publikacji:
      środa, 13 czerwca 2012 15:13
    • A calm Canary crew in the chaos

      On a backstreet around the corner from where smoke, explosions, skinheads and riot police were the scenery for the pre-party, we met five Spanish supporters. Nestor, Samuel, Tomas, Sergio and Ivan from Tenerife spent their last day in Warsaw after a Poland trip. Since we had seen how they warm up before games we asked them how they felt about the atmosphere before this one.

      Ivan, on the right, said: “I really like Poland and I liked when we played in Gdansk. The old part of the city is very nice. We also went to Poznan, which I liked a lot. Here we haven’t seen too much but we feel that the atmosphere is a bit dangerous. We escaped to this street because we saw that it might get violent.”

      He said he understood that political disputes could lead to atmospheres like this and said that the only country Spain had was a bit irritated by was France. He said: “In Gdansk and in Poznan, the relations with the Italians were fantastic – no problems. With the Dutch – marvellous.”

      Tomas added: “The organisation of Euro is really good. With a lot of policemen and security there are no problems.”

      As the Russian went to their march and the Poles went to the Fan Zone, the five Spanish supporters who were confident about reaching the final went souvenir shopping.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      petter.larsson
      Czas publikacji:
      środa, 13 czerwca 2012 13:52
    • Street football at its best

      As we walked back from the fights on Warsaw’s streets last night I saw three lights in the dark.

      • Seven Spanish supporters, all dressed-up as super heroes, gave a nice contrast to the aggressive atmosphere. Unfortunately, the super heroes couldn’t do anything about it.
      • In the middle of all chaos, I also saw five Poles with music instruments, wandering on the streets as they played and sung happily.
      • When we came back to the roundabout next to the Fan Zone I saw a group of people running. That means there is a fight somewhere, I had learned earlier in the evening, but was happy to find that they were not chasing a supporter or being chased by the police. The around hundred young guys did what this at the end is all about; chasing a football.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      petter.larsson
      Czas publikacji:
      środa, 13 czerwca 2012 10:58
    • The night I saw WAR in WARsaw

      The most awkward thing when you are at a party is when the host gets drunk and aggressive and starts to fight with one of the guests. You know how it goes; the host has had one glass or two too many while waiting for everyone to arrive. Suddenly you sit there trying to change the subject while the one that has invited you keeps arguing about some old dispute that suddenly has made him/her provoked by someone at the table.

      We arrived to the party by the big football on the crossing between Nowy Swiat Street and Aleje Jerozolimskie only to find too late that we’d missed today’s dress code. Shaved head, Adidas overall and a scarf under the eyes seemed to be the thing today. I didn’t get much time to wonder what the beauty with that look really is before a group of Poles clashed with Russians. The home supporters, who were more, were soon kicking the beaten down visitors in their face and could run away before the nicely lined-up police had reacted.

      Standing in the middle of the roundabout with Polish skinhead nutters on one side and Russian skinhead nutters on the other, with some nutters occasionally sneaking over to the other side to punch a nutter there in the face and run back, I spoke to a Polish photographer.

      He said: “I’m so sick of it. There is a mass provocation from the skinheads and they[the police] don’t do anything.”

      Lukasz, a student from Warsaw, had come to see the Russian and Polish fans. He said: “I think the police are doing a good job.” But later he admitted: “I don’t feel very safe here,” so he was maybe talking about how well polished their shoes were.

      I didn’t feel safe either. If I ever had thought that “War-reporter could be an exciting job,” I am after today quite sure I’ll never become one.

      Despite the irritation in the air that today was so smoky that breathing it reminded me of Beijing, a Russian supporter said: ”I feel safe. If you are not a hooligan, it’s not a problem.”

      Jazek, who lives in Warsaw and came to feel the atmosphere on his way home from work, said: “I feel very safe because the police is here. It’s normal. I was in Germany 2006 during the World Cup and it was the same as here so everything is okey I think. Nothing strange.”

      I told him that I never had seen people beating up each other on the streets like this before. He said: “It’s normal for me." 

      Radek, a middle-aged Polish-Italian man, living in Warsaw, said it was quite normal and was not surprised by the fights we saw on the streets. Sitting on his bike in the middle of the chaos he sure looked relaxed as he told me in Italian that this was an inevitable situation if you look at the history between the two countries. He said: “But you Swedish people can feel safe.” I didn’t. Not because I thought the skinheads remembered the Polish-Swedish War (1626-1629) but because they looked like they wanted to kill anything that had hair/not wore Polish colours/not shouted “Ruska k*rwa”.

      We came late to the Fan Zone and were happy to find that the police wall didn’t let drunk or aggressive people through. This meant that we had a nice and friendly atmosphere while watching Poland keep their hopes for a quarterfinal alive for a bit longer. This also meant that all the worst f*ck-ups ended up outside the area where they became friends and spent the whole game throwing glass bottles and firecrackers at the policemen.

      In half-time we went out to see what all the bomb sounds and black smoke came from and I spoke to Michael from Warsaw.

      He said: “These guys are idiots. In there[the Fan Zone] it’s nice but here are the hooligans.” Michael, a play write, thought tonight’s events definitely would make Poland look bad in the world and was sure it was far from over.

      He said: “It will be very bad tonight. Russians and Poles will fight.” He said he still felt safe in his city, but a few glass bottles and firecrackers banging next to us later, he said: “Well, maybe not now. We should probably go back in.” He headed to the Fan Zone as the policemen and hooligans came closer to us, followed by the symphony of crashed glass, bangs and manly chanting.

      Michael was right but one didn’t need to be a psychology professor to figure out that it was going to get nasty. Instead of celebrating the important point, the Polish fans in Warsaw seemed to divide into two groups after the game; one that wanted to fight with the Russians(on the left in the picture above) and one that took places in the corners of the street to get a good view of the show(on the right on the picture above).  We arrived home safely after having seen a few more fights on Aleje Jerozolimskie.

      I am not sure what is hardest for me to understand – the fact that people think it’s cool with shaved head and Adidas overalls, the fact that people think it’s fun to hurt each other, or the fact that normal-looking people consider all this being “normal”.

      The rain came, hopefully as a sign to all the guests that it was time to go home.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „The night I saw WAR in WARsaw”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      petter.larsson
      Czas publikacji:
      środa, 13 czerwca 2012 04:41

Kalendarz

Listopad 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Kanał informacyjny

    Szukaj nas na:

    Wybierz język

Nasi misjonarze