MISJA 21: Podróż dookoła Polski w 21 dni Euro

Nasi wysłannicy z Londynu i Łodzi - Petter Larsson z City University i Maciej Stańczyk z Gazety Wyborczej - przemierzają kraj w poszukiwaniu największego sukcesu i porażki Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej UEFA - Euro 2012.

Wpisy otagowane „Wroclaw EURO 2012”

  • piątek, 22 czerwca 2012
    • Kraków, Wrocław, Poznań

      Byliśmy, zobaczyliśmy, pora porównać.

      

      W czasie naszej podróży odwiedziliśmy wszystkie miasta - gospodarzy Euro w Polsce. Ostanie półtora tygodnia spędziliśmy kolejno w Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu. Krakowianie co prawda nie miał u siebie żadnych meczy, ale kilka drużyn wybrało to miasto na bazę noclegową.

      Odkąd Polacy odpadali z turnieju, zostało nam już tylko kibicowanie krajom, które ciągle są w grze. A z każdym kolejnym meczem będzie ich ubywać. Kibice wyjechali już z Poznania. Po przegranej Czechów opuszczą też pewnie Wrocław. Najwyższa więc pora podsumować - i porównać - Euro w tych miastach.

      Dwa dni spędzone w Krakowie utwierdziły mnie w przekonaniu, że na Mistrzostwach Europy naprawdę zyskały miasta w których rozgrywały się mecze. W dawnej stolicy - jak zwykle - spotkaliśmy w wielu turystów z zagranicy i kilkanaście wycieczek szkolnych, ale samych kibiców, którzy byliby w mieście dla samego Euro - jak na lekarstwo. Kraków wykorzystał swoją szansę na tyle, na ile mógł, ściągając do siebie piłkarzy. Ale gorącej atmosfery, ekscytacji i miasta które żyje Mistrzostwami Europy nie było.

      Poznań i Wrocław na Euro przygotowały się perfekcyjnie. Widać to w nowych, imponujących wyremontowanych dworcach. Widać w oznaczeniach po angielsku i komunikacji miejskiej zorganizowanej tak, że wszędzie taksówkarze narzekali na mały utarg. Do tego trzeba dodać armię wolontariuszy zawsze gotowych do wyjaśnienia w którą stronę należy się udać.

      Mimo wszystko to Poznań - moim zdaniem - pokazał się podczas Euro z najlepszej możliwej strony. Zaczynając od bardzo klimatycznej strefy kibica, która była czymś więcej niż ogrodzonym płotami kawałkiem przestrzeni. W środku zamknięto fontannę. Po meczach mieszkańcy i kibice bawili się przy imprezowych hitach. I jeszcze jeden drobny szczegół - tylko w Poznaniu widziałem sprzątanie jeszcze podczas meczu. Butelki, kubki czy inne śmieci zbierane były na bieżąco. W innych miastach z porządkowaniem czekano do zakończenia spotkania.

      Wrocławska strefa kibica była najsłabiej zorganizowana. O ile w innych miastach ustawiono je w miejscach blisko centrum, tak, że nie ograniczały zwiedzania najciekawszych fragmentów Centrum, we Wrocławiu postanowiono ogrodzić płotami niemal cały Rynek, tworząc zygzakowatą konstrukcję. Szczególnie irytujące było obchodzenie jej dookoła.

      Nieco denerwujące dla kibiców, którzy tak jak my odwiedzili kilka miast, były różne sposoby płacenia w strefach. W Warszawie trzeba było kupować żetony. W Krakowie - talony. W pozostałych miejscach - założyć sobie kartę paypass i na nią przelewać środki. Ostatecznie zakończymy Euro z talonami, żetonami i kartą w kieszeni.

      I na koniec rzecz najważniejsza - czyli my, gospodarze.

      Za równo we Wrocławiu jak i w Poznaniu widziałem dumę w oczach mieszkańców i smutek po zakończeniu ostatniego meczu. Fenomenalnie zachowali się poznaniacy, którzy błyskawicznie zorganizowali happening dla gości z Irlandii. Oni z pewnością do Polski wrócą. Obiecywał mi to każdy Irlandczyk z którym rozmawiałem. Wrocławianie również przyjęli Czechów jak należy.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Kraków, Wrocław, Poznań”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.stanczyk
      Czas publikacji:
      piątek, 22 czerwca 2012 12:56
  • poniedziałek, 18 czerwca 2012
  • niedziela, 17 czerwca 2012
    • Euro - Polska powiatowa

      W drodze między Wrocławiem a Poznaniem zatrzymaliśmy się na kilka godzin w Lesznie. A konkretnie - u rodziny Kuby, u którego nocował Petter w czasie pierwszego pobytu w Polsce, w zeszłym roku. Szczególnie Petter chciał odwiedzić babcię Kuby, która karmiła go jak rodzonego wnuka. A wszyscy wiemy najlepiej, że różnica między babcią nakładająca obiad, a terrorystą jest taka, że z terrorystą można negocjować.

      Dla mnie była to okazja, by sprawdzić, czy są jakieś ślady Euro w mieście, które ani nie miało meczu, ani bazy dla piłkarzy, ani nawet turystów, którzy mogliby się w nim znaleźć.

      Euro - Polska powiatowa, a zwłaszcza jej mieszkańcy, nie skorzystali na Mistrzostwach Europy zbyt wiele.

      - W Lesznie oczywiście wszyscy oglądali mecz reprezentacji. Ale w domu. Do dyspozycji było też kilka ogródków z telewizorami. To wszystko. Żadnej strefy kibica, żadnego wspólnego oglądania - żalił się Sławek, którego wraz z rodziną spotkaliśmy na Rynku.

      - Wielu naszych znajomych, by poczuć atmosferę Euro, pojechało do Wrocławia lub Poznania. Nawet jeśli nie mieli biletów na mecze. Kibicowali w strefach. Byli bliżej reprezentacji - dodała z kolei jego żona Joanna.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.stanczyk
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 czerwca 2012 20:18
    • Eurocwaniaki

      Zarobić chce każdy - i wielkie koncerny sponsorujące Mistrzostwa Europy, i pan Ryszard, taksówkarz z Wrocławia, który woził nas dookoła hotelu. Duch przedsiębiorczości w narodzie jest równie wielki co zapał w kibicowaniu.

      Wielkie pieniądze wpakowane w organizację turnieju widać na każdym kroku. Złotówki aż błyszczą w ścianach dworców w Warszawie i Wrocławiu. Miliony euro ociekają ze stadionów i stref kibica. Nie dziwi mnie, że i zwykły zjadacz chleba chciałby na tej imprezie zarobić.

      Zacznijmy od taksówkarzy. Przypuszczałem, że czerwiec będzie dla nich jak Eldorado, wygrana w totolotka lub co najmniej jak odzyskanie pieniędzy, które zabrali im rodzice po pierwszej komunii. Mitycznym wydarzeniem, o którym z sentymentem będą opowiadać wnukom-taksówkarzom, którzy przejmą interes po ich synach-taksówkarzach. Niestety, chyba nie jest aż tak różowo.

      - Spodziewałem się większych zysków. Komunikacja miejsca spisała się na piątkę z plusem, tramwaje pod stadion i z powrotem jeździły bardzo często. Miasto jest bardzo dobrze skomunikowane - narzekał taryfiarz z którym jechałem na wrocławski dworzec. Obowiązywała druga taryfa. Zapłaciłem 18 zł.

      Prawdopodobnie dlatego jego kolega po fachu, pan Ryszard (specjalnie zapamiętałem imię z identyfikatora) za ten sam kurs przy taryfie pierwszej zażądał złotych trzydziestu. Gdzieś te straty trzeba przecież odrobić.

      Wyjątkowo pazerny okazał się kierowca w Gdańsku. Wracaliśmy do mieszkania dość późno w nocy, z Sopotu. Kurs kosztował ponad 50 zł. Okazało się, że brakuje nam gotówki, więc poprosiłem, żebyśmy podjechali do najbliższego bankomatu. Taksówkarz  przytaknął, przekręcił kluczyk i zaczął nowy kurs. Przejechaliśmy 150 metrów a on był jeszcze dychę do przodu. Na jego szczęście byliśmy zbyt zmęczeni na dyskusje.

      Swoją dolę na Euro starają się też odebrać żebracy. Kartki z napisem „for beer” zamiast „na piwo” to standard. Niektórzy poszli jeszcze dalej i opanowali kilka podstawowych zwrotów w językach naszych gości. Osobiście słyszałem w Gdańsku jak jeden facet w nie najświeższym ubraniu i stanie lekko wskazującym, pytał Hiszpanów: „Tiene cambio?”.

      ŻEBRACZKA Z DZIECKIEM NA WROCŁAWSKIM RYNKU

      We Wrocławiu, na Rynku, spotkałem też Rumunkę. Żeby być bardziej przekonująca, założyła swojemu dziecku na głowę czapeczkę biało - czerwoną. Gdy zapytałem dlaczego, odpowiedziała, że liczy na większy utarg. Z tego co zaobserowowałem, większość kibiców pozostała jednak niewzruszona.

      Osobną kategorię stanowią uliczni handlarze gadżetami. Ciekawie wygląda kurs ceny szalika. Przed meczem z Grecją - 15 zł. Przed tym z Rosją - 30 zł. Jak to wytłumaczyć? Solidarnością z Grekami w kryzysie? Z kolei przed meczem z Czechami na ulicy sprzedawano portrety Kuby Błaszczykowskiego oprawione w plastikową koszulkę. Artystka przekonywała, że 20 zł to okazja, a nawet inwestycja, bo po wygranym meczu portrety będą dwa razy droższe. Na szczęście nie daliśmy się przekonać. Od takich właśnie nietrafionych inwestycji zaczął sie prawdopodobnie światowy kryzys.

      I jeszcze słówko o hotelach. Przed Euro wszyscy straszyli, że stawki będą kilkukrotnie wyższe. I były. W dniu meczu we Wrocławiu cena dwuosobowego pokoju wzrosła o 100 procent. Jakoś usług w związku z tym - ani o promil.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.stanczyk
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 czerwca 2012 13:56
    • The Euro show must go on...

      Yesterday it might have felt as though the country was going under…

      …but today the Poles were rising up again!

      It was quiet on the streets this morning as we walked to the train station. Only crashed bottles on the streets reminded us of the broken dreams from last night and many people wore their Poland shirts and scarfs as to show that the Euro isn’t over yet. Or simply because they hadn't yet been home to change clothes.

      We met three guys from Bolesławiec, who were on their way home around 10am.

      Filip, 22, said: “The party will continue. Poland is out of the tournament but we’ll still party.”

      His friend Mariusz, 23, said their night had been long and crazy and was still going on. He said: “We have been everywhere. We met the Czech fans yesterday and today and we congratulated them.” The guys, who said they didn’t know where they were, continued their walk through a sunny Wroclaw, keeping the Polish Euro spirit alive.

      Maciek, 35, a Pole living in Canada who was back in his home country for the first time in ten years, was also on his way back to Bolesławiec after his disappointed friends had taken a taxi there without him last night. The government worker at City of Vancouver, who had spent the night in a few different clubs, said: “Last night was great. Even though we’d lost, it was still good. There were tonnes of people out, mostly Polish, and it was a friendly and good atmosphere.”

      I asked Maciek about how he could compare the atmosphere in Poland during the Euro to his hometown during the Winter Olympics 2010. He said: “When the Olympics came and you went to downtown it was like a big disco, it was a crazy party all the time.”

      He said: “Here they’re really crazy about soccer and in the Olympics it was a little bit different with all kinds of different events,” but meant that in general the atmosphere in the host nation is the same. He said: “The spirit’s similar. It was really, really good in Vancouver in 2010, everybody got together, having fun, and here was pretty similar.”

      Even though Canada then won the total medal score and Poland here are out of the tournament, Maciek didn’t think the Polish supporters would throw in their towels (or flags). He said: “There will be more parties for sure.”

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      petter.larsson
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 czerwca 2012 13:38
    • Po co nam te płoty?

      Połowa osób, które przyszły wczoraj zobaczy ostatni - jak się później okazało - mecz reprezentacji Polski, nie zmieściła się do strefy kibica. Mecz oglądali zza płotu, zza słupa lub zza paprotki. A przecież można było inaczej

      Nigdy nie byłem fanem grodzenia przestrzeni. Rozumiem, że UEFA, wymagania, sponsorzy, i tak dalej. Każdy chce zarobić i pokazać TYLKO SWOJE LOGO. Ale wczoraj we Wrocławiu ofiarą takiej polityki stali się kibice, dla których przecież Mistrzostwa są organizowane.

      Wrocławska strefa jest wyjątkowa. Nie zajmuje jednego placu czy prostokątnego terenu, ale wije się po Rynku. Na miejscu byliśmy półtorej godziny przed meczem. Już wtedy okazało się, że jest zdecydowanie za mała i nikogo więcej nie pomieści. A z każdą minutą napływali nowi kibice.

      Koniec końców po obu stronach płotów z hasłami UEFY było tyle samo ludzi. Różnica polegała na tym, że ci, którzy nie zmieścili się do oficjalnej strefy, mogli kupić piwo w butelce i nie za osiem złotych. Niestety, butelek nie było gdzie wyrzucić, bo poza strefą nikt nie ustawił śmietników.

      KIBIC PRZESKAKUJE PRZEZ OGRODZENIE STREFY

      Po pierwszej połowie zajrzałem za płot. A tu niespodzianka - jest miejsca na jakieś 200 - 300 osób. Z nadzieją, że nie będzie nam już zasłaniać paprotka (mecz oglądaliśmy podpatrując ekran w jednym z ogródków). Nie dotarliśmy jednak nawet do bramek. Jedna z pań z obsługi uprzedziła, że nie ma szans. Strefa jest zamknięta i koniec.

      A wystarczyło usunąć płot i otworzyć strefę. Lub ustawić więcej ekranów, dla tych, którzy nie zmieścili się do środka.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      maciek.stanczyk
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 czerwca 2012 10:26
    • Poles put "ease" in "police"

      The police before Poland-Russia in Warsaw:

      The police before Poland-Czech Republic in Wroclaw

      I really hope that it was the policemen who got most harassed by the hooligans on Tuesday who got to go to Wroclaw for some chilled-out time in the sun, but I guess it wasn't so. The Wroclaw policemen didn't have too much to do during this calm day and cruising around in the river, I don't think they minded...

      "Seen any violence today?" "No, but I just saw someone crossing the street for red light!"

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      petter.larsson
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 czerwca 2012 08:31

Kalendarz

Wrzesień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Kanał informacyjny

    Szukaj nas na:

    Wybierz język

Nasi misjonarze